Archiwum kategorii ‘Myślę’

Po co nowe platformy programowe na komórki?

środa, 21 Październik 2009

Rozwijając program GPSTrack+ zainteresowałem się możliwościami współczesnych telefonów. Jak szybko zachłysnąłem się możliwościami skrytymi za kolejnymi specyfikacjami JSR, tak szybko zostałem sprowadzony na ziemię. W kręgu moich szczególnych zainteresowań były dwie specyfikacje:
JSR-82(odpowiada za komunikację poprzez Bluetooth) i JSR-75(odpowiada za odczyt i zapis danych użytkownika). O ile z tą pierwszą nie było żadnych większych problemów, to sposób implementacji tej drugiej pokazał mi słabe strony oprogramowania Java dla telefonów – według mnie są to podpisy cyfrowe. Odkryłem, że aby moja aplikacja miała prawo czytać i zapisywać dane w systemie plikowym musi być podpisana cyfrowo. Na początku wydawało się, że to ma sens – wyglądało to na troskę o użytkowników telefonów, aby nie instalowali oprogramowania niewiadomego pochodzenia. Nawet gdy takie były założenia, to przegięto – ochrona użytkownika nie kończy się na ostrzeganiu przed zagrożeniami. Poszli dalej! W niektórych rejonach działania aplikacji twórcy telefonów uniemożliwiają współpracę programu z telefonem. Aplikacja może zapytać czy użytkownik na pewno chce pozwolić niepodpisanej aplikacji na dostęp do plików na stałe (SonyEricsson k550i), może pytać za każdym razem gdy użytkownik będzie czytać plikać (Nokia 3110c), albo w ogóle o nic nie pytać tylko zabronić dostęp do wszystkiego(Motorola v360).
I jakie masz wtedy wyjście użytkowniku? Albo poszukać jakiegoś obejścia sprawdzania cyfrowego podpisu dla midletu (pisałem o tym między innymi tutaj dla Motoroli, a tutaj można poczytać o sposobie na Nokię 3110 [s40]), albo zmusić developera do podpisania aplikacji. To pociąga za sobą same problemy: aplikację taką trzeba podpisać certyfikatem, który już znajduje się w telefonie. Z tego co sprawdziłem na kilku modelach różnych marek ogranicza wybór do w zasadzie kilku centrów certfyfikacyjnych, między innymi VeriSign. Certyfikat VeriSign do podpisywania aplikacji to wydatek prawie 500$ na rok. Jaki jest sens stosowania go przy pisaniu aplikacji OpenSource? Żaden. Gorzki wniosek jest taki, że kupiłeś telefon, ale tak naprawdę to nie możesz go używać do czego chcesz! Aby wykorzystać wszystkie jego możliwości będziesz płacić! Dopłacisz, bo żaden deweloper zmuszony do wykupienia certfyfikatu nie będzie rozdawał programów za darmo.
Można jeszcze inaczej – producenci telefonów różnią się w podejściu do utrudniania użytkownikom midletów. Poniżej tabelka z stopniami sprawdzania (źródło):
Permissions SE

Jak widać postęp jest z generacji na generację. Mój obecny telefon SE W910i należy do ósmej generacji, nie ma żadnego problemu z dostępem do danych użytkownika.
Mogę domyślać się tylko, komu zależało na wyciągnięciu tych paru dolarów więcej. Rzesza programistów Java która mogłaby pisać niezliczone ilości przeróżnych aplikacji czy rozwijać platformę MicroEdition nie będzie wiązać się z czymś, do czego ciągle trzeba dopłacać na niejasnych zasadach. I chyba szukając alternatywy już ją znaleźli…

Szukając materiałów na temat znalazłem wpis na pewnym blogu o bardzo wymownym tytule: “How MIDlet Signing is Killing J2ME”

Kolejni zfani

piątek, 2 Październik 2009

Kilka lat temu był niejaki Andrzej, który stwierdził, że na niezadowoleniu rolników można zyskać. Jak to robił, co zyskał i jak to skończyło się wszyscy wiedzą. Teraz czeka na nas powtórka z przeszłości: znalazł się kolejny zfany gość, który wpadł na pomysł jak zbić kapitał – czy w gotówce, czy też polityczny. Ludzie narzekają na wysokość czynszów, więc nic prostszego jak przedstawić innym pogląd, że “przecież to Wam się należy”. Chcecie “żyć czy płacić?” Oczywiście, że żyć. Bo kto nie chciałby mniej płacić za mieszkanie? Są “my” i “oni”. Nic tylko dać porwać się tłumowi. Pytanie o źródła finansowania takiego budownictwa raczej pozostanie bez odpowiedzi. Bo wtedy mogłoby okazać się, że jednak nie ma nic za darmo. Tym zabrać, żeby innym dać.

Chętni być może stoją właśnie w tej chwili na placu de Gaulle’a w Warszawie. Pozazdrościć.

Demonstracja zfaniaka

I już po….

poniedziałek, 27 Lipiec 2009

Długie oczekiwanie, krótkie dwutygodniowe wakacje.. Dzisiejsza bardzo wczesna pobudka i powrót do pracy.

To boli.

Autostopowiczka

środa, 24 Czerwiec 2009

Jakiś czas temu często korzystałem z uprzejmości kierowców podwożacych mnie z podmiejskiej miejscowości do miasta. Jestem człowiekiem słusznych rozmiarów i nie zdarzyło się, aby usługę tę wykonał dla mnie zwykły szary obywatel naszego kraju. Zawsze był to jakis oryginał. Zdarzyło się jechać radiowozem z policjantem mającym za nic ograniczenia prędkości i inne przepisy, zdarzyło się też jechać ciężarówką, w której spod gumowej wycieraczki pod nogami wyzierał uciekający asfalt. Gdy jeżdżę sam w dłuższe trasy najczęściej decyduję się zabrać kogoś na doczepkę. Jak widzę chętnego to słucham podświadomości i jak nic nie piknie przeciw to gość ma podwózkę. I zwykle jest to właśnie jakiś oryginał.
Kilka dni temu również byłem w dłuższej trasie. Niedziela, szósta rano, deszcz pada, wiatr wieje chłodno. Środek lasu. Ponad pięć kilometrów od rogatek miasta, skąd zaczynają kursować autobusy komunikacji miejskiej. I widzę dziewczynę, która z daleka wydawało się że jest ubrana w suknię balową. Zapycha poboczem w stronę miasta. Sama. Gdy podjechałem bliżej okazało się, że to młoda i ładna dziewczyna ubrana w ślubną suknię! Hmmm, pogoda jak pod psem, a ona ma na sobie tylko te suknię i do tego jeszcze odkryte ramiona. Ewidentnie szła w kierunku miasta, a co dziwne nawet nie próbowała zatrzymywać stopa czy jakiegoś busa. Przez chwilę przebiegła mi przez myśl, czy nie zaproponować podwiezienia. Równie szybko błysnęło w głowie, że to zbyt dziwna pasażerka, nawet jak na mnie. Nie najlepiej zaczęło jej się małżeństwo, skoro w takim miejscu i czasie można ją było spotkać.

Po majówce

poniedziałek, 4 Maj 2009

Spędziłem bardzo aktywnie ten wolny czas. Jakiś czas temu dołożyłem się do zakupu pewnej zabawki – wiatrówki, która jednak w niewielkim stopniu przypomina te, którymi strzelałem przed paru laty. Crosman Nightstalker, bo o tej pukawce mowa, to bardzo fajna zabawka “made in USA”. Jak ustawiłem przyrządy celownicze tak jak lubię to nie było na mnie mocnych – prawie wszystko wchodziło ;-) Sprzęt trzyma się wygodnie, ma akuratną wagę, pozwala na znalezienie sobie wygodnej, stabilnej pozycji. Wiatrówkę ładuje się śrutem włożonym do dwunastokomorowego magazynku, a napęd pocisku stanowi butla sprężonego CO2. Dzięki temu można strzelać raz za razem, bez potrzeby ciągłego przeładowywania. Z NightStalker’a strzela się całkiem celnie.

Co trochę dziwne to parę miesięcy temu ta wiatrówka kosztowała około 300 PLNów, teraz prawie 600.
NightStalker

Ciągłość i rozwój

piątek, 17 Kwiecień 2009

Seat Toledo
Jeżdżę trzynastoletnim Seatem Toledo. Model (w tej wersji) dawno już nieprodukowany, ale jednak żyje i to nie tylko jako kilkunastoletni egzemplarz. Po krótkiej lekturze Wikipedii o tym modelu dowiedziałem się, że linia produkcyjna została sprzedana chińskiej firmie Chery. Obecnie na bazie pierwszego Toledo produkują model Cowin. Podobieństwo jest najlepiej widoczne, gdy wybierze się ostatnie (najniższe) zdjęcie z boku kremowego egzemplarza. Delikatnie zmieniony przód i tył, gładsze lampy i tyl widać z wierzchu. W środku też znajomo.

Kilka miesięcy temu w gazecie auto_moto_i_sport znalazłem wyniki sondy internetowej, gdzie pytanie brzmiało (mniej więcej): “czy chińczycy będę produkowali kiedyś samochody równie dobre co Europa?” Z dużą przewagą wygrała odpowiedź “NIE”. Naiwne myślenie. Gdyby 15 lat temu zadano pytanie czy Chiny będą produkować nowoczesną elektronikę odpowiedź byłaby podobna. Myliliby się wtedy, mylą się teraz. Wyobrażam sobie, że chcą dojść do produkcji udanych konstrukcji małymi krokami – kupują wycofywane linie produkcyjne, zatrudniają się jako robotnicy w fabrykach znanych marek, prowadzą własne badania czy też uprawiają “reverse engineering”. Śmiesznie brzmi to ostatnie? Znam przypadek fabryki maszyn rolniczych, gdy nowe konstrukcje powstawały po rozebraniu takiej samej maszyny uznanego producenta. Wiele można nauczyć się w ten sposób.

Że teraz zaliczają wpadkę za wpadką przy crash-testach? W pewnym momencie przestaną. To nie jest kwestia wiary, ale przekonania, że to tylko kwestia czasu. Pamiętam, gdy w latach dziewięćdziesiątych na polski rynek wkraczały “hultaje”, czyli hyundai’e pony, też niektórzy śmiali się. Teraz jakby mniej. Być może Chińczycy będą potrzebowali więcej czasu, ale zmiana nastąpi.